Na antenie

PRZYSTANEK PODLASIE PON. WT. ŚR.

Wiadomości, relacje i pierwsze komentarze do najciekawszych wydarzeń. Od wielkiej polityki po codzienne życie, a do tego "Muzyczna Dogrywka" po 18.00 i regionalna prognoza pogody na następne dni. Zaprasza Agnieszka Osmólska-Ilczuk.
zobacz wszystkie

Świadectwa

Wszystko w rękach Bożych

2009-01-31 11:45:53
Świadectwo Anny z Koła Przyjaciół z Ulana



      Moja mama urodziła się w Zwiastowanie Pańskie i na Chrzcie nadano jej imię Patronki tego dnia. Życie jej było ciężkie, ale bardzo piękne duchowo, dlatego chcę je opisać. W wieku 12 lat nie miała już żadnego z rodziców i została przy starszym bracie. Pracowała u niego w zamian za mieszkanie i jedzenie. Także gdy wyszła za mąż, nie było jej lekko. W okresie wojennym rodzice cierpieli biedę. W pocie czoła pracowali w polu. Mieli dużo dzieci. Nam mama mówiła zawsze: Uczcie się, żebyście nie pracowali tak ciężko.
     Jeszcze cięższe czasy przyszły dla moich rodziców, gdy dalsza rodzina taty chciała niesprawiedliwie zagarnąć majątek, uciekając się do przekupstwa i składając fałszywe przysięgi. Sądy trwały 7 lat. Ile nerwów i pieniędzy kosztowało to moich rodziców... ale ziemię uratowali. Nie to jest jednak ważne, gdyż każda rodzina ma jakieś problemy i cierpienia. Ważna jest w tym wszystkim postawa mojej mamy. Była zawsze cicha, cierpliwa i miała wiele miłości do Boga i do bliźniego. Nigdy nie gniewała się na tych, którzy ją sądzili. Mówiła: Sądy były swoją drogą, a ja zawsze się odzywałam do wszystkich. Urodziła szesnaścioro dzieci, z których siedmioro umarło w wieku dziecięcym, a dziewięcioro wychowała. Brat w wieku 25 lat zginął w wypadku przy pracy, a ośmioro z nas żyje do dziś.
     Ktoś może pomyśleć, że wychowałam się w wielkiej biedzie. To nieprawda. Rodzice ciężko pracowali, żeby było nam dobrze. Pamiętam z dzieciństwa, że w domu było posprzątane, ugotowane i na najpotrzebniejsze rzeczy zawsze znajdowały się pieniądze. Pan Bóg błogosławił moim rodzicom, którzy żyli zgodnie z wiarą. Na Boże Narodzenie tato brał kantyczkę i śpiewaliśmy kolędy; wieczorami czytał nam Biblię i inne książki religijne. W Wielkim Poście mama śpiewała Gorzkie Żale i pieśni postne. Podczas którejś ciąży u mamy stwierdzono dużego guza na macicy. Lekarze kazali usunąć tę ciążę, gdyż zagrażała życiu mamy; lecz mama jak zwykle powiedziała: Wszystko jest w rękach Pana Boga. Urodziła  zdrowe dziecko, a potem jeszcze inne dzieci; a guz sam znikł. Całe swe życie z ufnością powierzyła Panu Bogu. Nie miała za wiele czasu dla dzieci, bo musiała dużo pracować nie tylko na gospodarce. Starsze dzieci pomagały wychowywać młodsze. Dużo dzieci, dużo kłopotów, chorób, różnych innych zdarzeń, ale mama zawsze zgadzała się z wolą Bożą. Odmawiała codziennie modlitwę Anioł Pański i Różaniec. Przypominała nam ciągle o pacierzu, a traktowała nas tak, jakby każde z nas było jedynym, najukochańszym dzieckiem. Każdego jednakowo kochała pomimo naszych złych skłonności i upadków. Mama nikogo nie potępiła, najwyżej tłumaczyła, że źle postępujemy. Nieraz myślę, że gdyby nas karciła, to  może bylibyśmy lepsi. Zdenerwowała się nieraz na nas, ale ogólnie była ostoją spokoju, pokory i skromności. Mówiła: Gdybym się bardzo na was denerwowała, to nie wychowałabym was. Tak rozumiała nasz grzech, że prawie go usprawiedliwiała, a przy większych przewinieniach mówiła: Lepiej umrzeć niż zgrzeszyć, co wtedy wydawało mi się jakieś dziwne, aż dopiero teraz zrozumiałam sens tych słów.
     Piszę o swojej mamie, bo uważam, że była prawdziwą bohaterką i powinniśmy mówić młodszym pokoleniom o takim życiu na co dzień z Panem Bogiem. Wtedy żadne kłopoty nie są straszne, nawet śmierć. Mama trafiła do szpitala w Wielki Piątek. Leżąc tam po zatorze serca, w tak ciężkim stanie martwiła się, gdzie będziemy spać i co będziemy jeść. W okropnych bólach przed śmiercią nie wydawała żadnych jęków. Pielęgniarki powiedziały, że nie widziały jeszcze nigdy, żeby ktoś tak umiał cierpieć. Przyjechałam do domu i modliłam się, żeby Pan Bóg ulżył mamie przed śmiercią w cierpieniach, gdyż tyle się nacierpiała w życiu (umarła o północy w święto Zmartwychwstania Pańskiego).
Po śmierci mamy byłam pewna, że mama jest w niebie z ośmiorgiem swoich dzieci i nie musi się już o nic martwić. Pozostał tylko żal, że się już nie zobaczymy na tej ziemi, i wyrzuty sumienia, za sprawianie jej bólu i cierpienia. Tym wspomnieniem o swojej mamie chciałabym przekazać, że najważniejszy w życiu jest Pan Bóg. Jeżeli będziemy z Nim, to znajdziemy w życiu wszystko, co będzie nam potrzebne. Nieraz, gdy myślę o mojej mamie, to wyobrażam ją sobie szczęśliwą w niebie z Panem Bogiem i z moim ośmiorgiem rodzeństwa. Ale czy nasze dzieci kiedyś będą miały taką pewność, że jesteśmy w niebie? Piszę te słowa w święto Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny, które tak zawsze było ważne dla mojej mamy. Bardzo kochała Matkę Bożą i czerpała od Niej przykład dobroci i miłości.
     Dziękuję Ci, Mamo, za życie moje i mojego rodzeństwa i za tak piękny przykład życia. Od śmierci mamy codziennie z dziećmi odmawiamy Różaniec i inne modlitwy. Nie wyobrażam sobie życia bez coniedzielnego spotkania z Jezusem w Eucharystii. Tylko, dlaczego tak późno? Czy dopiero śmierć mamy spowodowała większą miłość do Pana Boga? Życie jest piękne, gdy żyjemy dla innych tak, jak mama.

Tradycje jeżdzieckie

27 listopada zapraszamy na szósty odcinek audycji "Tradycje naszego regionu" więcej

Kalendarz radiowy na 2018 rok

19 listopada podczas Radiowej Niedzieli będzie dostępny kalendarz KRP na 2018 rok. więcej
zobacz wszystkie