Na antenie

SERCE JAK OBŁOK

To audycja poetycka dla czytających i piszących, dla wszystkich, którzy o literaturze i poezji chcą posłuchać i porozmawiać. Każdej niedzieli na program zapraszają Agnieszka Osmólska-Ilczuk i Joanna Kuczborska.
zobacz wszystkie

Takie czasy

Daję słowo

foto
2019-07-08 11:26:34
 Naprawdę, kiedyś to zupełnie wystarczało jako zapewnienie. Ludzie słuchali uważnie tego, co było mówione, uważniej też mówili. Słowo dane, było obietnicą świętą.

 Tak właśnie było. Jeszcze pamiętam późny zmierzch tych czasów. Można było umówić się z kimś za rok czy za pół roku, że zrobi to a to w tym i tym miejscu, na przykład spotkanie czy wykonanie mebla. I cała codzienność, od momentu dania słowa do jego wypełnienia, tak była organizowana, by obietnicy dotrzymać. I dotrzymywano. A przecież nie było telefonów, szybkich i powszechnych środków transportu i całego mnóstwa innych udogodnień komunikacyjnych.
Dziwi nas na filmach o drugiej wojnie światowej i o czasach wcześniejszych, jak można było czekać przez 4 lata na kogoś z nadzieją, że wróci, podczas gdy nie było od niego znaku życia? Jak można było przez tydzień nie widzieć się i o ustalonej porze być w ustalonym miejscu, być gotowym do podjęcia działań? I nie chodzi tu tylko o sytuację konspiracji podczas okupacyjnej wojennej zawieruchy, ale o zwyczajne relacje między ludźmi, realizację planów, dotrzymywanie umów. Wydaje się nam to naiwne i nierealne. Nikt tak nie robi, nikt tak teraz nie myśli.
Dawano też słowo jako rękojmię prawdy wygłaszanych informacji. Człowiek wiarygodny, szanowany za rzetelność tego co robi i jak robi – znany z tych cech w swym środowisku – nie musiał spisywać oświadczenia, ponieważ jego słowo było tak samo ważne jak spisany dokument. Dzisiaj już nikt nie stosuje tej metody, ale jeszcze jakieś 30 lat temu wymiana typu: „Słowo?”, :Słowo.” Oznaczała gwarancję równą przysiędze i nie warto było tego „słowa” łamać. Bowiem raz złamane słowo potrafiło na zawsze popsuć relacje towarzyskie, rodzinne i sąsiedzkie.
Jest nam dziś dana łatwość w komunikacji, można szybko zmienić plany i o tej zmianie natychmiast poinformować esemesem. (Albo i nie poinformować, co też się zdarza.) My możemy zmieniać plany, ale i nasze plany mogą zostać tak samo sprawnie zmienione/pokrzyżowane przez innych. Wymaga to od nas ciągłej czujności i poszukiwania alternatywnych szybkich rozwiązań. Mnóstwo czasu poświęcamy na „odkręcanie” umówionych spotkań, przekładanie wizyt (także tych lekarskich), wprowadzanie ciągłych zmian w naszym planie dnia i w planach bliskich.
Te zmiany generują zmiany w ich planach i planach osób z którymi wchodzą na co dzień w interakcję. A klocki działań bez przerwy się przesuwają, potrącają i zmieniają ustawienie w kolejności. I jak tu nie być zmęczonym? Jak tu nie mieć poczucia ciągłego braku stabilności? Słowo dane powinno być słowem dotrzymanym.
O ile od bogactwa bodźców, zachęt i ofert nie uciekniemy, o tyle fakt czy spowodują one zmianę naszych ustaleń czy obietnic, to już wyłącznie nasza sprawa i nasza odpowiedzialność. Poczucie stabilności możemy zbudować sami, tak dla siebie jak i dla innych, z którymi w jakiś sposób współpracujemy i pozostajemy w relacji.

ps. Kasia Dobs
 

"Ostatni rozkaz"

widowisko poetycko-muzyczne 11 października w Parczewie upamiętnione zostaną potyczki wojskowe Samodzielnej Grupy operacyjnej "Polesie" więcej

Festiwal Nauki i Sztuki

XXI edycja w dniach 17-20 w Siedlcach będzie można nasycić głód wiedzy i potrzebę obcowania ze sztuką więcej
zobacz wszystkie